Strona główna arrow Biuletyn arrow Biuletyn 32 arrow Felieton
Felieton

Tanie działki na Księżycu

Nadciągający kryzys gospodarczy jest jak krajobraz po odwilży. Pokazuje, że ten śnieg nie był wcale taki śnieżnobiały na jaki wyglądał podczas solidnych mrozów. Zwykle po odwilży spod śniegu wystają masy śmieci dotychczas skrzętnie skrytych pod jego zwałami. Wyłażą wszystkie brudy. Podobnie z kryzysem. Pokazuje on ile było niedorzeczności w dotychczasowej sytuacji.

A już najbardziej dobitnie pokazuje, że społeczeństwa noszą na swoich barkach masę szamanów, którzy są kompletnymi umysłowymi impotentami zupełnie bezradnymi wobec nadciągających zagrożeń. Posiadane tytuły profesorskie lub uznanie medialne nie jest tu żadnym dowodem umiejętności. Można nie mieć tytułów a posiadać instynkt. Każdy z nas ma w sobie taki pierwotny zmysł ekonomiczny – zdrowy rozsądek. Przecież jedna z nagród Nobla w dziedzinie ekonomii była przyznana za pracę nad rozważaniem „czy gospodyni domowa może prawidłowo przywidywać tendencje w ekonomii?”. Autor dostał tę nagrodę, ale musiał się nią podzielić ze swoją byłą żoną, która miała znaczny wpływ na powstanie dzieła. Żona nie była wcale z wykształcenia ekonomistą. Nie jestem co prawda „gospodynią domową”, ale jestem zaangażowany w sprawy własnego gospodarstwa domowego. Więc umocowany takim uzasadnieniem swojej predyspozycji do bycia ekonomistą postanowiłem przeprowadzić osobistą rozprawę z kryzysem.

Najpierw rozprawię się właśnie z tymi szamanami. Ich przypadek kolejny raz w historii uświadamia, że najlepszymi dowódcami w czasach konfliktów zbrojnych nie są wcale oficerowie sztabów generalnych czasów pokoju. Zdobywają oni swoje pozycje umizgami i uległością wobec polityków, którzy ich nominują. Przeważnie nie mają ani charakteru ani umiejętności do rozwiązywania trudnych problemów. Czas wojny weryfikuje błyskawicznie ich predyspozycje. A więc czas kryzysu to jest czas, w którym bardzo łatwo namierzyć różne miernoty (i zapamiętać je na przyszłość!). I to jest pierwsza pozytywna strona kryzysu.

Druga pozytywna cecha kryzysu ma osobisty znaczenie dla każdego z nas. Kryzys to czas biedy, w której najlepiej poznajemy kto z naszego otoczenia zasługuje na miano przyjaciela, a kto zostawi nas na środku drogi z naszymi problemami. Nie ma innej sytuacji, w której moglibyśmy taką wiedzę o otaczających nas ludziach zdobyć tak niskim kosztem. I to jest wiedza bezcenna.

Czas kryzysu to świetny moment na odsunięcie od przywilejów władzy ludzi krótkowzrocznych, tych, których horyzont widzenia nie sięga poza ich opłotki umysłowe. Odsuwa politycznych ślepców nie będących w stanie trafnie przewidzieć politycznej przyszłości. Kryzys to czas, w którym nie będzie się już więcej odwlekać reform odkładanych latami i spychanych na koniec kadencji na przejmującą władzę opozycję. To czas na postawienie sobie hamletowskiego dylematu „być albo nie być”. I to dla wszystkich, którzy zamierzają parać się grzebaniem w polityce.

Czy w społeczeństwach brak ludzi, którzy charakteryzują się wiedzą i mają umiejętność przewidywania? Nie, nie brak. Ale jakże często są oni narażeni na kpiny ze strony „autorytetów”, którzy sprowadzają ich do parteru nie szczędząc poniżających określeń. Do niedawna myślałem, że jest to tylko cecha naszego społeczeństwa. Ale na szczęście (lub też nie) byłem w błędzie. Od jakiegoś czasu bowiem w Internecie zaczął krążyć zapis dyskusji telewizyjnej z udziałem znanego ekonomisty amerykańskiego Petera Schiffa. Dyskusja miała miejsce dnia 28 sierpnia 2006, w czasie, gdy nic nie wskazywało na objawy kryzysu. Peter Schiff wskazywał już wówczas na słabość „kolosa na glinianych nogach”. Jego interlokutor – pominę milczeniem jego nazwisko – beształ go jak chłopca na posyłki. Ostatecznie próbował go nawet poniżyć zakładem o jednego centa, czy czarno widzące przepowiednie spełnia się w najbliższych latach (Peter nie pozostał dłużny i odpowiedział, że ten cent za kilka lat będzie bez wartości). Jak pokazało życie – spełnił się właśnie ten czarny scenariusz. Gdy się słucha argumentacji Petera to jest ona zdumiewająco prosta. Najprościej ująć to w znanym równaniu: 2+2=4. I koniec. Koniec kreatywnej księgowości i dopieszczania wyników. Koniec haseł o synergii w ekonomii. Koniec życia ponad stan. Koniec zapożyczania się i życia w przekonaniu, że to ktoś inny spłaci za nas te kredyty. Trzeba zacząć produkować i żyć oszczędnie. „Kryzys jest jak lekarstwo – nie smakuje, ale – powoduje ozdrowienie”. Nie da się na dłuższą metę pokonać rachunku ekonomicznego. Matematyka ekonomiczna jest batogiem na wszelkie odstępstwa od zdrowego rozsądku. Nie da się żyć na narodową kartę kredytową przejadając – a nie inwestując – środki na niej zawarte. Z przekonaniem, że przyszłe pokolenia zapłacą za nas rachunki. Koniec dla podrasowanych Photoshop’em wizerunków polityków. Panowie, do roboty! Wybory to nic innego jak casting na prezesa wielkiej firmy. Wygracie i sprawdzicie się w tej roli – macie mandat na kolejną kadencję, nie – to na śmietnik historii i basta! A w czasach kryzysu nie pomogą wam błękitne szkła kontaktowe.

Ale nie wszystko zależy od polityków. Jak to możliwe, że na giełdzie nowojorskiej – niedoścignionym wzorze dla skautów kapitalizmu przez dziesiątki lat funkcjonował przekręt Madoffa? Czy jest możliwe, że wskazywana jako wzorcowa komisja do ścigania przypadków zmowy na giełdzie, przez dziesiątki lat nie zauważyła niczego podejrzanego? Nie sądzę. Może po prostu było wielu beneficjentów tego „układu”? Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest bardzo prosta – po prostu nie ma już kapitalizmu. Odszedł wraz z marginalizacją drobnej przedsiębiorczości. Tam wydawało się własne pieniądze, więc – statystycznie – były to działania zdrowego rozsądku. Zarządy wielkich korporacji niczym się dziś nie różnią od zarządów peerelowskich zjednoczeń. Wszyscy wydają nie swoje pieniądze. Na dłuższą metę jest to nie do zniesienia. Tego nie wytrzyma żadna gospodarka. I kryzys może to zmienić. Trwam w nadziei.

Obecny kryzys nie jest pierwszym ani ostatnim. Ale czy my sami nie jesteśmy bez winy? Osobiście pewnie nie. Natomiast jako społeczność (ogólnoświatowa) zdecydowanie tak. W demokratycznych społeczeństwach wszystko dzieje się za przyzwoleniem społecznym. Nie jest tu istotne czy odbywa się to za pomocą manipulacji w świadomości społecznej czy nie. Bo jeżeli jest to efekt manipulacji to społeczeństwo jest stadem „tępych baranów” i wcale go to nie usprawiedliwia (a wręcz oskarża). Jeżeli nie jest to efekt manipulacji to znaczy, że społeczeństwo świadomie akceptuje taki stan. I to jest jeszcze gorzej niż w poprzednim wypadku. Jesteśmy przecież wszyscy tymi nagrodzonymi nagrodą Nobla „gospodyniami domowymi” i na nas też spada obowiązek przywidywania rozwoju wydarzeń jutro i pojutrze.

I jeszcze jedno. Kryzys otwiera pola nowych możliwości. To jest tak jak z odkryciem nowych lądów za czasów Kolumba. Mogłeś uzyskać tyle ziemi ile byłeś w stanie zaorać od świtu do zachodu Słońca. Jutro może się okazać, że do wzięcia za bezcen są obszary, o których mogłeś tylko marzyć. Jutro może się okazać, że ktoś nie przewidział przyszłości lub popełnił grzechy zaniedbania i jego wart niebotycznych rozmiarów majątek leży obecnie na ulicy i prosi kogokolwiek o podniesienie. Wystarczy determinacja, praca i charakter. Więc jest to czas dla rekinów głodnych zmian.

Dla mnie kryzys to wynalazek cywilizacji taki sam jak pismo, liczba czy niewiadoma w równaniu. Wolę go od rewolucji. Jest bolesny, co do tego nie ma dwóch zdań. Ale jest ucywilizowany. I jest mimo wszystko przewidywalny. I sprawiedliwy. Stawia świat znowu na nogach, a nie na głowie.

Kryzys nie może nas zasmucać. Chiński ideogram przedstawiający zjawisko pod nazwą „kryzys” składa się dwóch ideogramów: trudność i nadzieja. Uśmiecham się do powiedzeń żartobliwie oddających stan ducha człowieka znajdującego się w oku jakiegoś dziejowego cyklonu. Człowieka z głębi dziejów ludzkości, który mimo wszystko nie traci pogody ducha. Posłuchajcie co powiada on o swoim losie: „jest mi tak dobrze, że dobrze mi tak”. Piękne. Widzę w tym powiedzeniu człowieka, który potrafi uśmiechnąć się do swego – niełatwego – losu. Staram się podążać jego śladem. Staram się podchodzić do kryzysu jak człowiek w pustej ciemnej ulicy spotykający spuszczonego z łańcucha, groźnie szczerzącego kły brytana. Nie trzymam rąk w kieszeniach. I łagodnym głosem przemawiam do niego. Dobry kryzys, dobry…

Marek Powichrowski

 
 
 
Copyright © 2007 Stowarzyszenie Elektryków Polskich Oddział Białostocki
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Design by MedLAN & pixelpin.com