Strona główna arrow Biuletyn arrow Biuletyn 28 arrow Felieton
Felieton
Marek Powichrowski
Felieton


Koledzy inżynierowie

Lato Anno domini 2006 było suche i gorące. Nasze rodzinne wyprawy rowerowe za miasto musieliśmy przesunąć na godziny wieczorne. Dopiero po zachodzie słońca można było złapać łyk chłodniejszego powietrza. Ale też dzięki temu odkrył się przed nami nowy, nieznany dotychczas świat - świat zwierząt, które o tej porze pozostawały w głębokim przekonaniu, że człowiek już w tym czasie raczej robi sobie kolację niż zapuszcza się na leśne ścieżki. Dzięki temu oswoiliśmy ze swoim widokiem młode sarenki ciekawie nam się przyglądające. Zając dłuższą chwilę nam się przyglądał zanim postanowił w kilku susach znaleźć się w gęstwinie lasu. Najzabawniejsza historia była z borsukiem, któremu zmierzch i cisza wieczoru uśpiła czujność tak, że zaintrygowani spowodowanym przez niego hałasem zaczęliśmy się zastanawiać co też może tak buszować w wyschniętym w wyniku suszy strumieniu. Borsuk leniwie poruszał się i wynurzył się wprost na mnie. Zdumiony widokiem, którego zupełnie się nie spodziewał zamarł w bezruchu. Trwał tak chwilę, po czym odwrócił się i z prędkością, której u niego wcześniej nie podejrzewałem zniknął w leśnych krzakach. Innym razem widzieliśmy bawiące się dwa małe liski, które radośnie buszowały na leśnej polanie. Na podleśnych łąkach spotkaliśmy również potężnego łosia, który na nasz widok i na nasze szczęście postanowił się od nas oddalić. Ale największe wrażenie wywarły na nas bobry. W znanym nam miejscu, w którym spotykaliśmy borsuki postanowiliśmy w ciszy poczekać czy wynurzą się ze swoich nor. Zmierzch gęstniał i tylko na stojących w pewnej odległości od nas rowerach migały czerwone tylne lampki pozycyjne. I wtedy z mroku wynurzyły się dwa bobry zaintrygowane błyskami światła. Zbliżały się i uciekały. Po czym zżerająca je ciekawość znowu pchała je do rowerów. Po jakimś czasie musiały wyczuć naszą obecność bo zniknęły za namową instynktu w gęstwinie porastającej wyschnięty strumień.

I tak trwało nasze poznawanie tego innego świata przez całe lato. Trawy zaczęły więdnąć i ukazywały obszary dotychczas niewidoczne. Wówczas zauważyliśmy, że jedno z drzew jest wyraźnie podgryzane przez bobry. Miejsce to wydało nam się interesujące. Przeszliśmy przez nasyp i zobaczyliśmy początki budowy tamy. Podziwialiśmy przemyślaną konstrukcję inżynierską. Tama była zbudowana z nagromadzonych patyków i gałęzi. Ale od strony lustra wody (pod wodą) było zbudowane łagodne podejście z zepchniętego piasku. Powodowało to minimalizację nacisku masy wody na podstawę tamy. Takie rozwiązanie wymagało wiedzy z podstaw fizyki! Skąd bobry mają taką wiedzę? A jeżeli ją mają, to jak ją przekazują następnym pokoleniom? Przyglądając się sposobowi podgryzania drzew nie sposób nie zauważyć, że i tu muszą mieć "fizycznego" nosa, ponieważ podgryzają drzewo w taki sposób, że pada w poprzek strumienia.

Tama rosła i rosła. Wzrastało spiętrzenie lustra wody i już z daleka słychać było szum. Aż pewnego dnia, zbliżając się do tego miejsca nie usłyszeliśmy charakterystycznego szumu. Okazało się, że tama została zburzona! Zważywszy na suszę tego lata i na zaniedbania rolników, którzy sami nie dbają o zastawki na przygotowanych ręką ludzką tamach marniejących z roku na rok, uznaliśmy to za barbarzyństwo. Łąka przez którą płynie strumień od lat nie była koszona. Trawa na niej była marna i nie było na niej wypasu bydła. Więc po co niszczyć tę tamę? Dla idiotycznej zabawy? Nie, bo nie? Gdy będzie następna susza to łąka i rosnący obok niej las zmarnieją. Nikt nie będzie miał z tego pożytku. Niech przynajmniej bobry mają jakiś pożytek.

Gdy odwiedziliśmy to samo miejsce zimą okazało się, że nie tylko tama bobrów jest zniszczona, ale i wycięty został prawie hektar lasu. Ponieważ jest to w zasięgu miasta więc oczywiste może być, że pojawiła się nowa działka budowlana. Bywaliśmy w tym miejscu zimą jeszcze kilka razy i widzieliśmy, że bobry pracowicie odbudowują tamę, która jest ponownie niszczona. W tej walce bobry wydają się być na straconej pozycji.

Ekspansja miasta jest nie do zatrzymania. Ponieważ miejsce jest odludne (i niewielu pewnie wcale obchodzi) mimo niewielkiej odległości od miasta, nie było tam żadnych zielonych ludków przykuwających się w proteście do drzew…

Aby zobaczyć w pełni umiejętności inżynierskie bobrów trzeba jednak wyjechać w takie miejsca, gdzie czują się one niezagrożone i mogą swobodnie prowadzić swoją działalność. Najbliżej jest do rezerwatu Budzisk w Puszczy Knyszyńskiej. Można tam swobodnie dojechać rowerem w niedzielną wyprawę. Tama, a właściwie zespół tam robią wrażenie. Utkane są tak, że nie słychać wcale płynącej wody. Jest to po prostu inżynierskie arcydzieło. Można się zadumać nad ich umiejętnościami i snuć domniemania, w jaki sposób przekazują z pokolenia na pokolenie umiejętności tworzenia budowli hydrotechnicznych. A może są one składnikami "inteligentnego projektu"?

Zwykło się przyjmować, że bobry to szkodniki. Myślę, że ta potoczna opinia dotyczy tylko tych sytuacji, gdy wchodzą one w drogę ekspansji człowieka. Tam, gdzie nie ma tego konfliktu, są one strażnikami prawidłowej gospodarki wodnej, której może się od nich uczyć człowiek. Bywałem w rezerwacie Budzisk w czasie, gdy wokoło panowała długotrwała susza. Tam poziom lustra wody jest niezmienny. Susza nie jest groźna dla lasu, gdy ma takich hydrologów.

Zostawmy na chwilę "kolegów inżynierów" (tak od pewnego czasu nazywam bobry) i zajmijmy się… pszczołami. Każdy wie już od dziecka, że pszczoła to symbol pracowitości. Tak jest w normalnych warunkach, gdy w naturze nie występują żadne anomalia. Ale okres ostatniej zimy (przełom roku 2006 i 2007) to raczej anomalia zimowa. I w tej anomalii pszczoły pokazały swoje zupełnie nieznane oblicze, a może znane jedynie nielicznym. W stanie, gdy nie ma nic do roboty, bo przecież nie ma żadnych pyłków kwiatów, a jednocześnie jest wystarczająco ciepło by opuścić ul, to pszczele hordy uprawiają napady rabunkowe na inne roje. I to wszystko niby poczciwe, pracowite pszczoły.

Bobry i pszczoły otworzyły mi oczy na fakt, jak często ulegamy stereotypom myślowym, szczególnie wtedy, gdy nie podejmujemy ryzyka poznania. Jakże często jest tak, że nasze lenistwo umysłowe zwalnia nas od odpowiedzialności ustawiając nas w gronie bezmyślnych potakiwaczy. Dotyczy to w szczególności oddziaływań medialnych, w których panuje promocja głupoty. Fascynacja głupotą jest oczywiście naturalnym składnikiem ludzkiej kondycji. Kiedyś każda wioska chlubiła się posiadaniem własnego "wioskowego waryjata". Był on prawie jak błazen na dworze króla. Był wyjątkowy. Nie musiał rywalizować o to czy jest głupszy od innego. Natomiast odkąd świat zaczyna przypominać "globalną wioskę", to głupota zalewa nas strumieniem, przed którym trudno się obronić. Cynicy od inżynierii umysłów stworzyli rynek idiotów, na którym coraz większa konkurencja promuje coraz większą głupotę. Jakże trudno obronić się przed ową głupotą, gdy o tym co jest mądre a co nie, próbują nam wmawiać istoty z medialnego świata gwiazd. Pół biedy, gdy to będzie piłkarz, który strzelał piękne gole a poza tym nie reprezentował sobą nic szczególnego. Czy może piosenkarka, która robi wrażenie swoim śpiewem jedynie wtedy, gdy na estradzie występuje raczej skąpo odziana, natomiast skomplikowane meandry spraw społecznych czy politycznych są zupełnie obce jej umysłowości. Dużo więcej wysiłku umysłowego trzeba aby spojrzeć krytycznie na poglądy znanego pisarza czy profesora, którego uważamy za autorytet. Trudniej nam w tym przypadku o refleksję, że przecież on ma również swoje interesy, które niekoniecznie muszą być bez wpływu na jego poglądy. I że wcale nie musi mieć kryształowych intencji dostarczając nam swój przekaz. Natomiast przeciwnie - często zdarza się, że mądre myśli mają nam do przekazania ludzie, którzy zostali pozbawieni dobrego imienia lub zwyczajnie ośmieszeni. Tak, jak często odsądzany - słusznie lub nie - od czci i wiary niemiecki filozof Friedrich Nietsche, który powiedział: przekonania są największym wrogiem prawdy. Święte, święte słowa.
 
 
 
Copyright © 2007 Stowarzyszenie Elektryków Polskich Oddział Białostocki
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Design by MedLAN & pixelpin.com