Strona główna arrow Biuletyn arrow Biuletyn 46 arrow Felieton
Felieton

Marek Powichrowski

Melancholijny blues

Jak to wszystko się mogło zacząć? Kto pierwszy zauważył, że z krowiego żołądka można zrobić nadmuchaną gałę? Pewnie jakiś żul wiejski gdzieś w południowej Anglii. Potem ktoś pomyślał: a może zobaczymy jak długo da się ten balon kopać dopóki nie pęknie. I dokopali do wrót kościoła w sąsiedniej wsi. Wieśniacy z tejże wsi nie pozostali dłużni i postanowili dokopać ten sam balon do wrót kościoła we wsi inicjatorów. A ponieważ rzecz się miała po mszy niedzielnej więc kultywowano ten zwyczaj co niedzielę tworząc nową świecką tradycję. Takie bieganie z nadmuchanym krowim balonem przez oddział spoconych facetów (a i pewnie kobiety też kopały) niszczyło pola więc postanowiono wydzielić prostokąt z nieużytków a zamiast wrót kościelnych zrobiono drewniane bramy. Zamiast okładać się sztachetami męczono się wystarczająco biegając za gałą. Rozboje we wsiach ustały. I widzieli ludzie, że to było dobre.

Krowi żołądek nie pachniał zbyt dobrze więc rymarz z jakiegoś miasteczka postanowił z wygarbowanych krowich skór uszyć regularną piłkę. Piłka była szyta z pięciokątnych kawałków skór. I grano takim modelem dziesiątki lat. I widzieli ludzie, że była dobra.

I tak trwało latami. Anglicy mający zdolności prostego tworzenia nowych słów nazwali tę grę w gałę football, wychodząc z faktu, że balon nazwali piłką, a kopana ona była nogą. Ponieważ prostokąt do gry był niewielki w stosunku do liczby chętnych do grania więc część z konieczności patrzyła na tę grę. I tak zostali stworzeni kibice. I to też było dobre.

A gdy już wszystko grało powołano związek piłkarski. Aby nad tym wszystkim panować: nad wysokością trawy, nad rozmiarami linii i rodzajem kredy do niej użytej, długości spodenek piłkarzy i całą oprawą. Im też powierzono opracowanie przepisów wzorowanych na Dekalogu, wskazując jaka gra była dobra a jaka zła. Ludzi w związku piłkarskim nazwano działaczami. I tak było latami.
I było normalnie. I to było dobre.

I wtedy w związku piłkarskim pojawili się ludzie od mamony. To oni powie-dzieli działaczom: od jutra nie będziecie musieli uczyć  w  szkole lub stać przy frezarce. Będziecie wiedli życie pełne dostatku, wolne od trosk dnia codziennego, a w delegacjach czas będzie wam umilać harem wolnych i pięknych kobiet, a stoły będą się uginać od kawioru i szampana. I tak działacze zostali tą kuszącą propozycją uwiedzeni. To oni wraz z ludźmi od biznesu doprowadzili to tego, że razem z meczem zaczęto sprzedawać żyletki, opony, olej silnikowy i inne rzeczy dla facetów. To oni doprowadzili do tego, że piłkarze zaczęli trefić sobie  włosy stosując kilogramy żelu i grać w kolorowych butach niczym dziewczęca drużyna w pici-polo. To oni zrobili z tego objazdowy cyrk. To oni co kilka lat robią cyrk z produkcją nowej piłki, do której projektowania zatrudniają ponoć inżynierów i fizyków. Której testowanie odbywa się przed produkcją na superszybkich komputerach. Której cykl projektowy podobno trwa latami niczym promu kosmicznego. Który to projekt kosztuje podobno bajońską kasę. Tę kasę – na pewno – wykładasz ty człowieku kupując wszystko to co jest reklamowane z logiem związku piłkarskiego. A cały ten cyrk wokół magii tworzenia piłki jest pożywką dla durniów bez wyobraźni. A i tak gra się tą kosmiczną piłką gorzej niż tą robioną ręcznie przez rzemiechów-rymarzy.

Pracy i chleba! Chleba i igrzysk! Igrzysk i zwycięstwa! Współcześni cezarowie, bogowie mediów i szamani maści wszelkiej zabrali mi radość z emocji sportowych. Gdy widzę lalusiów, którzy przy pierwszym dotknięciu barkiem przy starciu w walce o piłkę padają jak ścięci kosą to zniechęcony wyłączam telewizor. Gdy widzę gościa podzierganego tatuażami jak recydywista, to zwyczajnie robi mi się niedobrze. Wolę siatkówkę, gdzie nie ma żadnego kontaktu,  a za zwrócenie się - tylko słowem lub obraźliwym gestem! - do zawodnika drużyny przeciwnej dostaje się żółtą kartkę. Wolę też oglądać rugby, gdzie faceci nie pękają gdy leje im się krew z nosa. Poprawiają sztuczną szczękę, zakładają opaskę z opatrunkiem na głowę. I walczą dalej.

Dziś jest to nie do uwierzenia, że w Anglii był taki czas, że zawodnicy wszystkich lig mieli jednakową stawkę zarobków. A mimo to Anglia była na szczytach. Potem pojawił się czas, gdy forsa zaczęła płynąć szerokimi strumieniami do najlepszych lig. W taki sposób biedny chłopak z przedmieść, wielki piłkarski brylant jakim był George Best wpadł w korkociąg alkoholowy, z którego już nie wyszedł. Przed śmiercią wołał rozpaczliwie aby nie iść jego drogą. A mimo to, mimo tego wołania Paul Gascoigne wpadł w podobne sidła, został ludzkim wrakiem. O innych mniej znanych nawet nie słyszymy.

Byłem kiedyś kibicem kopanego balonu. Ale widząc jak igrzysko zostało przejęte przez handlarzy żyletkami, olejem silnikowym, oponami, frytkami, różnymi colami, chipsami i stosem innych przedmiotów codziennego użytku po prostu wyłączam telewizor i idę na rower. Podczas ostatniego Mundialu nie można było na stadionach pić innego piwa niż sponsorów. Wokół stadionów były strefy gdzie był zakaz handlu towarami producentów, którzy nie byli sponsorami. W Brazylii na Mundial wybudowano ileś tam stadionów, po których teraz hula wiatr i przenosi z miejsca na miejsce puste butelki po coli. Gdzieś w tym wszystkim trzeba postawić pytanie o sensowność tej drogi.

I tylko mi żal takiego czasu, gdy sport był mniej zawodem a bardziej wyczynem, graniem, popisem umiejętności dla przyjaciół z dzielnicy, dziewczyn, miasta, kraju. Czasem gdy barwa klubowa to było coś co jednoczyło ludzi, z czego byli dumni, do czego byli latami przywiązani zawodnicy. Bez żadnego przymusu.

Jakoś wolałem tamten czas od współczesnych zawodów kosztownych cyfrowych obrabiarek, która z nich szybciej wyrzeźbi ładniejszą Złotą Nike.

 
 
 
Copyright © 2007 Stowarzyszenie Elektryków Polskich Oddział Białostocki
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Design by MedLAN & pixelpin.com