Strona główna arrow Biuletyn arrow Biuletyn 41 arrow Felieton
Felieton

Marek Powichrowski

Co się nie śniło filozofom

    Porozmawiajmy jak wykształcony z wykształconym. Otóż masz przekonanie, że technika osiągnęła taki poziom, że wszystko i wszędzie da się zmierzyć, określić, ustalić przyczynę. Jest to dla ciebie prawie jak dogmat religijny. Do tego przywykłeś i to przekonanie jest w świadomości społecznej  utrzymywane na wysokim poziomie zaufania. Poza tym żyjesz w przekonaniu, że Wielki Brat dzień i noc patrzy na ciebie i słyszy wszystko. No bo przecież satelity śledzące każdy ruch na Ziemi, no bo przecież operatorzy twojej komórki potrafią namierzyć twoją pozycję nie mówiąc już o tym, że mogą podsłuchać
i zarejestrować twoje rozmowy intymne, no bo przecież kamery monitoringu widzą i rejestrują wszystko co robisz w sklepie i na ulicy. A tu masz samolot pasażerski Boeing 777. Najbardziej niezawodny samolot świata. I bynajmniej nie jest to wiadomość z folderu reklamowego producenta, a realna statystyka największej takiej samej ilości pomyślnych startów i pomyślnych lądowań. I co powiesz mądralo na taki oto przypadek. Masz ten samolot, masz satelity, masz radary, masz, ogromne systemy śledzenia każdego ruchu, masz agencje rządowe mocarstw z ogromnymi budżetami i możliwościami o jakich nie śni się zwykłemu obywatelowi. I samolot znika bez śladu. I wcale nie gdzieś daleko nad Pacyfikiem albo Atlantykiem lub innym niezamieszkanym terytorium. Ale tuż u wybrzeży Malezji. Do Trójkąta Bermudzkiego stąd są tysiące kilometrów. Cała twoja dziecięca wiara technikę i jej niezawodność rozbija się jak bańka mydlana.
    Porozmawiajmy jak obywatel z obywatelem. Płacisz podatki i klniesz, że to twoja krwawica, sam byś najlepiej wydatkował swoje pieniądze. Ale płacisz je bo tłumaczysz sobie, że przecież policja, że przecież armia, że przecież bezpieczeństwo, że one i śmierć są nieuchronne. No i masz taki przypadek. Opowiadał go Paweł Kukiz, znany piosenkarz. Prywatnie mieszkaniec pewnej śląskiej wsi, w której cieszy się poważaniem jako człowiek znany „z telewizji”, czyli światowy. I pewnego dnia, w sobotę (to jest bardzo istotne! W sobotę po godzinie 16!) przychodzi do niego zatroskany rolnik z tej samej wsi i mówi mu, że wyorał niewybuch z czasów ostatniej wojny. Przychodzi do niego, bo on jako człowiek „światowy” ma większe możliwości w załatwieniu pomyślnie jego kłopotu. Ziemię trzeba zaorać pod uprawę, a tu strach. Wsiada więc Kukiz do samochodu i jedzie do najbliższej jednostki wojskowej. Oficerowi dyżurnemu raportuje problem, a oficer dyżurny śmiejąc się od ucha do ucha mówi: „Panie, jest sobota, po 16, wszyscy już są w domach…”. Czyli co, trzeba spać z bronią u nogi?
    Porozmawiajmy jak inżynier z inżynierem. Stosujesz w swojej pracy wszystkie zdobycze technik organizacyjnych pozwalające na minimalizację ryzyka powstania wadliwego produktu. Przestrzegasz dobrych praktyk, jesteś na bieżąco ze stanem aktualnej wiedzy. Nie zaniedbujesz – w swoim przekonaniu – niczego, co może podnieść poziom twojej wiedzy i fachowości. I masz przypadek inżyniera oprogramowania tworzącego grę internetową zabezpieczoną przed bezpłatnym dostępem. Jest to więc jak najbardziej kluczowa sprawa. Musiała być przedstawiana na wielu mitingach zespołu deweloperskiego jako rzecz zasadnicza. Ludzie, którzy to tworzyli musieli mieć wiedzę o technikach zabezpieczeń. Musiało to przejść całe serie testów przez specjalistów od włamań internetowych. Musiało, musiało. Ale pokazujesz tę grę swemu pięcioletniemu synkowi, a on siada przed komputerem, ty wpisujesz mu jakiś wymyślony login, a on ma z klawiatury wprowadzić hasło. Synek bez namysłu wklepuje pięć spacji i naciska klawisz Enter. Bingo! Pełne możliwości gry otwierają się przed nim za friko. Cała praca w….
    Porozmawiajmy jak żołnierz z żołnierzem. Jesteś żołnierzem w kraju demokratycznym, poddanym cywilnej kontroli demokratycznie wybranych władz. Czyli nie z totalitarnego reżimu. Jako żołnierz masz przed sobą niełatwe zadanie. Zapewnienie bezpieczeństwa państwa w obliczu istnienia zagrożenia ze strony „imperium zła”. Politycy postawili je jednak przed tobą w takiej formie, że jest ono praktycznie niewykonalne. W Imperium Zła decyzję o ataku nuklearnym może podjąć grono kilku osób nie powiadamiając o tym nikogo. W twoim kraju trzeba przestrzegać prawa i procedur demokratycznego państwa i wszystko musi być podjęte jawnie i demokratycznie, a już decyzja o wojnie to uchowaj Boże, żadnej samowolki. Policzmy więc czas przelotu głowic nuklearnych nad bronione przez ciebie terytorium z czasem oczekiwania aż zbierze się jakieś demokratyczne gremium i upewniony przez swoich doradców prezydent zatwierdzi decyzję o odpaleniu pocisków do kontruderzenia.
    A czas leci nieubłaganie. Jeszcze do tego trzeba dodać, że zabezpieczono system przed odpaleniem decyzją jednego człowieka i musi być ich dwóch, aby otworzyć dwoma kluczykami sejf z kodami zabezpieczeń. A czas płynie coraz szybciej. Aby tego mało było to jeszcze przed ostatecznym naciśnięciem guzika „start” trzeba połączyć się
z dowództwem sił strategicznych i zadać sakramentalne pytanie: „proszę o potwierdzenie, że nie są to ćwiczenia”. Czas płynie, a ty czekasz na to zdanie:  „tak, potwierdzamy, że nie są to ćwiczenia”. A tu masz taką sytuację, że atak atomu został poprzedzony atakiem na wewnętrzną sieć komunikacyjną opartą o Internet. Żołnierze- hackerzy z tegoż imperium zła zablokowali łączność? Scenariusz niemożliwy? A ty czekasz i czekasz i nie masz tej odpowiedzi. Pierwsza rakieta już uderzyła i tym razem w sam system nerwowy komunikacji. Już nie doczekasz się odpowiedzi. I co w tej sytuacji masz robić? Czy można temu czarnemu scenariuszowi zapobiec? Tak. A jak? Olewając kompletnie demokratyczne władze i ich demokratyczne procedury w obliczu śmiertelnego zagrożenia. I nie jest to wcale wyssany przez mnie z palca scenariusz, a reakcja dowództwa armii amerykańskiej na dyrektywy prezydenta Kennedy’ego w czasie zimniej wojny (a nawet długo po niej). Proste jak budowa cepa łowickiego. Nie ma żadnych kodów zabezpieczeń ani żadnych tajnych sejfów otwieranymi na dwa klucze posiadane przez dwóch oficerów. To są bajki dla ciemnego ludu z Hollywood. Kody do odpalenia rakiet to banalny ciąg 20 zer. Odpalić je może nawet dowódca niskiego szczebla w obliczu zagrożenia nawet przy braku łączności z dowództwem sił strategicznych pozostający w głębokim przekonaniu, że takie zagrożenie istnieje. Jak więc mimo tego świat przetrwał nie tknięty światowym spazmem nuklearnym? Szczerze?  Nie wiem…

 
 
 
Copyright © 2007 Stowarzyszenie Elektryków Polskich Oddział Białostocki
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Design by MedLAN & pixelpin.com