Strona główna arrow Biuletyn arrow Biuletyn 40 arrow Felieton
Felieton

Marek Powichrowski

Sztuka uwodzenia

Czy Arystoteles i Steve Jobs mogą mieć ze sobą coś wspólnego? Dzieli ich przecież tysiące lat. A jednak. Nie łączy ich wcale zamiłowanie do technologii lub filozofii a do… retoryki.

Ale po kolei. Dawno, dawno temu, gdy na świecie nie było Internetu, wiadomości były przenoszone przez wędrowców. Byli oni nośnikami informacji. Przybywali do osad ludzkich i natychmiast byli rozpoznawani. A ponieważ byli urodzonymi gawędziarzami to nie brakowało im ani wiktu ani opierunku ani też łoża.

Po ogarnięciu jako tako zmęczonego i utrudzonego ciała kąpielą w łaźni i wypełnieniu brzucha gorącą strawą a być może i solidną drzemką na wygodnym posłaniu przystępowali do opowieści. Przybywali z tak niewyobrażalnego daleka dla mieszkańców każdej z osad ludzkich w owych czasach, że każda ich opowieść gromadziła tłumy. Opowiadali o smokach pożerających dziewice (dziwne, co dziewice miały takiego w smaku, że smoki je lubiły?). Opowiadali o nieustraszonych rycerzach pokonujących te smoki (ileż dziewic wtedy przestawało być atrakcyjnymi dla smoków to tylko smoki i rycerze wiedzą). Opowiadali o krainach mlekiem i miodem płynących. Opowiadali o królestwach mądrze zarządzanych. Opowiadali o strasznych demonach i o tych, którzy się ich nie boją. Gawiedź, od ledwie mówiących maluchów po sędziwych starców słuchała ich z zainteresowaniem. W okolicy jak wzrokiem sięgnąć nie było bowiem pięknych dziewic, na które poleciałby jakikolwiek smok. Nie było też w wśród przywiązanych do ziemi rolników odważnych rycerzy. Ich kraina była biedna i ledwo wiązała koniec z końcem. Na domiar złego jaśnie Pan był pospolitym durniem, który trwonił swój majątek gnębiąc przy tym poddanych. Jak więc nie słuchać wędrownych bajarzy? Jak ich nie lubić i nie czekać dnia kiedy znowu pojawią się w osadzie i  przyniosą ze sobą nowe i nieznane dotąd historie. Historie dające chęć do życia i przede wszystkim zmiany złego losu. A jeżeli dodatkowo taki wędrowiec potrafił przy swoich opowieściach grać na mandolinie to kto wie czy nie zostawiał po sobie trwałego śladu w populacji osady.

Wędrowni bajarze byli samorodnymi talentami. Wybrali swój los bez przywiązania do kawałka ziemi, żyli w trudzie i znoju pokonywania przestrzeni pełnych czyhających niebezpieczeństw. Mieli w sobie pasję poznawania i odkrywania. Ale też mieli niewyczerpane siły aby nieść to innym.

Ale co zrobić, aby taka opowieść mogła porwać tłumy? A niejako przy okazji pozwoliła żyć z wypełnionym brzuchem i pełną sakwą, aby godnie i bezpiecznie przemierzać bezkresne przestrzenie od jednej osady do drugiej? Przecież nie wszyscy, którzy wybrali taki los osiągali uznanie i a co za tym idzie i bezpieczeństwo swego istnienia. Część z nich pewnie przy kolejnej nieudanej próbie postanowiła nająć się na parobka i wsiąkła gdzieś po drodze na zawsze wyzbywając się marzeń o odległych krainach i topiąc smutek osobistej porażki życiowej w tanim i  podłym winie.

I tu na scenę wkracza Arystoteles. On to właśnie stworzył podstawy retoryki czyli umiejętności przemawiania do serc i głów. Jak zawsze przy wielkich odkryciach ich podstawową cechą jest prostota. Sprowadza się do kilku podstawowych zasad.

Po pierwsze trzeba wiedzieć co chce się powiedzieć, trzeba mieć do przekazania pasjonującą opowieść. To znaczy, że trzeba ją wypalić w tyglu własnego doświadczenia. Trzeba ją wytrawić swoim umysłem i odcisnąć w niej swoje serce. Trzeba umieć widzieć i opisywać. Ale też tworzyć wizję.

Po drugie należy pokazać słuchaczom, gdzie tkwi problem. Problemem może być na przykład smok pożerający dziewice. Albo też nędzny jaśniepan.

Po trzecie należy wskazać rozwiązanie. Tym rozwiązaniem może być dzielny rycerz pokonujący smoka. A może też być wizja krainy mlekiem i miodem płynącej rządzonej przez mądrego władcę.

Po czwarte należy wskazać konkretne korzyści płynące z zaproponowanego rozwiązania. Większa ilość dziewic jest jak najbardziej pożądana. Kraina mlekiem i miodem płynąca pod rządami prawych ludzi jest pociągająca dla tych, którzy na co dzień doświadczają ciężkiego brzemienia podpitego durnia smagającego batem.

I po piąte trzeba zachęcić do działania. Trzeba rozbudzić chęć zmiany. Trzeba wzbudzić w synu zubożałego szlachcica pragnienia osiągnięcia stanu rycerskiego. A wśród ludu szemranie przeciwko rządom chciwych cyników.

Steve Jobs w powszechnym przekonaniu był legendą technologicznego rozwoju. Ale on był w ogromnej mierze wędrowcem mającym w zanadrzu pasjonujące opowieści owładniętego pasją misjonarza. Był do tego stopnia wspaniałym wędrownym trubadurem, że gdy zdarzyło się, że na dorocznym wielkim show firmy Apple nie pojawił się ze względów zdrowotnych to na nic się zdawały zamiany personalne w jego miejsce. Lud chciał słuchać swego Proroka. I tylko jego.

Ponad 30 lat temu Steve Jobs był znany w bardzo wąskim gronie. W tym czasie profesor Niklaus Wirth był już legendą. Stworzył język Pascal, który zrewolucjonizował sposób myślenia o tworzenia programów komputerowych. Stworzył następnie Modulę-2 i Oberon. Kto dziś o tym wie? Sam kiedyś pisałem systemy w Moduli-2, którą uważałem za świetne narzędzie. Potem jednak poszedłem szukać innych lądów. W ostatnich dniach przypomniałem sobie o niej chcąc ją zastosować do rozwiązania problemu współbieżnego, a co jak co, ale współbieżność to ona miała w małym paluszku. I szukając jej natrafiłem na informację, ze od roku 2005 nie jest już produktem, na którym się zarabia. Jest dostępna bezpłatnie. Nie jest produktem budzącym pożądanie takie jak iPhone czy iPad Jobsa. Czego w tym wypadku zabrakło? Może takiej pasji wędrownego wizjonera? Zabrakło słów, które mogą być porywające? Przecież to co robił Wirth było też wartościowe i pożyteczne.  

Czyli co? Od wieków mamy tę sama sytuację. Czy sprzedajemy dywany na średniowiecznym targu czy idee lub smartfony w Internecie to zawsze liczy się umiejętność zachwalania swojego produktu. Ale nie tylko. My po prostu lubimy być uwodzeni pięknymi opowieściami, bajkami i legendami. Lubimy iść za takimi głosami, które nas prowadzą, roztaczając przed nami piękne wizje. Tylko trzeba mieć nadzieję (oraz szeroko otwarte oczy), że nie pójdziemy za syrenim głosem Lorelai. Wprost na skały.

 
 
 
Copyright © 2007 Stowarzyszenie Elektryków Polskich Oddział Białostocki
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Design by MedLAN & pixelpin.com